Gdy się jest w technikum, na czterech godzinach zajęć zawodowych można z nudów robić najróżniejsze rzeczy.
Na przykład zapełniać nowy szkicownik (co dzisiaj właśnie robiłam). Albo napisać wierszowaną satyrę na warszawską komunikację miejską (co też kiedyś zrobiłam, ale o tym może innym razem).

Mam więc nienaruszony, porządny szkicownik. Działam. Zapełniam. I wyobraźcie sobie, nawet nie wyrywam kartek garściami.

Jak zachce mi się szarpnąć na jakieś promarkery czy cokolwiek, czym można ładnie pokolorować te linearty, to sieknę kolejny wpis. Na razie przerwa, ten tego.