Nagle po 10 latach rysowania czegokolwiek na poważnie zorientowałam się, że tak w zasadzie to lubię kolorować, i nawet coś tam potrafię.

Jeśli coś potoczyłoby się w nieprzewidziany sposób, to mogłabym na przykład ilustrować książki. Najlepiej takie, w których jest w luj dużo długich sukni, płaszczy, szalików i czego tam jeszcze.

Uwierzcie, bardzo starałam się, by to nie wyglądało jak habity zakonnic.
Cukierkowy też może być. A co.
To tak do pary z tym czymś, co wrzucałam w przedostatnim wpisie.

Aha, jeszcze druga część postu z zajawką.

Mehhhhhh

Postać tej młodej damy spróbuję przybliżyć gdzieś po 23 kwietnia (ekhem, shoutout do pewnego czytelnika tego bloga, hihi).